Strona główna » Frankowicze mogą powołać się na wadliwość umowy

Frankowicze mogą powołać się na wadliwość umowy

02.02.15

Podstawowym argumentem dla frankowiczów jest wadliwa konstrukcja umowy kredytowej w świetle przepisów prawa polskiego oraz wspólnotowego - twierdzi Barbara Garlacz, radca prawny w kancelarii Harvest Legal House.

articleImage: Frankowicze mogą powołać się na wadliwość umowy fot. Thinkstock

Po pierwsze – banki jedynie w niewielkim zakresie posiadały otwarte dla nich linie kredytowe w CHF lub papiery wartościowe denominowane w CHF, co wynika z ich prospektów. Po drugie udostępniały kredytobiorcom kwotę w PLN, a zgodnie z prawem bankowym kredyt to właśnie udostępniona do dyspozycji kredytobiorcy określona kwota środków pieniężnych, a nie zarejestrowana na wirtualnym koncie kredytobiorcy kwota w walucie CHF, do którego kredytobiorca ma jedynie podgląd. Po trzecie, sądy potwierdziły, że klauzule indeksacyjne są bezskuteczne. Oznacza to, że z prawnego punktu widzenia do spłaty pozostaje kwota udostępniona w PLN, oprocentowana wg stawki przewidzianej w tej pozostałej części umowy, tj. LIBOR plus marża.

Czytaj: Zadłużeni we frankach mogą wystąpić o zmianę warunków umowy>>>

Po czwarte, Trybunał Sprawiedliwości UE odpowie niebawem na pytanie sądu węgierskiego, czy klauzula indeksacyjna stanowi instrument finansowy w rozumieniu dyrektywy MIFID i w końcu istnieją poważne argumenty za tym, aby klauzulę indeksacyjną uznać za nieważną, a to mogłoby nawet prowadzić do nieważności całej umowy. Oznaczałoby to, że klient przez lata korzystał za darmo z udostępnionego kapitału. Choć może to być mentalnie trudne do zaakceptowania, prawnie jest jak najbardziej realne.
Dlatego to w interesie banków leży, by przyjąć rozwiązania proponowane przez KNF, bo w sądach stracą znacznie więcej.

Czytaj: Frankowicze mogą powoływać na nadzwyczajną zmianę okoliczności>>>

Niestety, prezesi banków oceniają ważność czy skuteczność umów kredytowych przez pryzmat bilansów banków i uznają, że skoro dla zapewnienia równowagi bilansu zamiast pożyczać franka na rynku  stosowali instrumenty zabezpieczające (CIRS), to automatycznie kredyty indeksowane do franka należy traktować jak kredyty udzielone we franku. Ten automatyzm nie wynika jednak z przyjętej konstrukcji umowy kredytowej.
Póki banki nie zrozumieją wadliwości zastosowanej konstrukcji prawnej umowy w świetle przepisów prawa polskiego i wspólnotowego, póty mentalnie będzie im trudno wziąć odpowiedzialność za straty poniesione przez kredytobiorców, zwłaszcza, że w bilansie wszystko się zgadza. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na kilka argumentów stanowiących prawne tło sytuacji.
Po pierwsze, kwestią bezsporną jest, że banki nie posiadały wystarczającej ilości franka i finansowały akcję kredytową w CHF z depozytów złotówkowych. Wynika to wprost przykładowo z prospektu emisyjnego akcji serii L Banku Millennium S.A., prospektu emisyjnego akcji serii J i K Banku Getin Noble Bank S.A., prospektu emisyjnego akcji serii D Banku PKO BP S.A.
W celu zapewnienia równowagi w bilansie stosowały krótko i długoterminowe swapy walutowo-procentowe, które nadal rolują, a jedynie w niewielkim zakresie posiadały otwarte linie kredytowe lub papiery wartościowe denominowane w CHF. Co ciekawe, zgodnie raportem Szwajcarskiego Narodowego Banku z lutego 2009 roku, który bazuje m.in. na danych NBP, o ile w strefie EURO banki zabezpieczały swoje pozycje rzeczywistymi przepływami we frankach, o tyle w Polsce i na Węgrzech stosowały instrumenty pozabilansowe (swapy), bo finansowanie w walucie CHF było wówczas trudno dostępne na rynku międzybankowym. Tak wykreowaną konstrukcję banki sprzedawały klientom w formie kredytu we franku.
Po drugie, banki udostępniały kredytobiorcom kwotę w PLN, a zgodnie z prawem bankowym kredyt to właśnie udostępniona do dyspozycji kredytobiorcy określona kwota środków pieniężnych, a nie zarejestrowana na wirtualnym koncie kredytobiorcy kwota w walucie CHF, do którego kredytobiorca ma jedynie podgląd. Przepływy we frankach były jedynie przepływami pozornymi/rejestrowanymi, zaś rzeczywiście były to przepływy w PLN. Kredyt we franku nie został nigdy klientowi udostępniony, więc nie ma przesłanek prawnych aby klient go zwracał.
Po trzecie, sądy potwierdziły, że klauzule indeksacyjne są bezskuteczne. A skoro tak, to bez względu na argumentację prawną banków, która czasami bywa absurdalna, umowa jest po prostu wykonywana bez tej klauzuli z zachowaniem pozostałych jej postanowień. Z prawnego punktu widzenia, do spłaty pozostaje kwota udostępniona w PLN oprocentowana wg stawki przewidzianej w tej pozostałej części umowy, tj. LIBOR plus marża. Oczywiście, gdyby banki udostępniły klientom rzeczywiste kwoty we frankach kwestia bezskuteczności klauzul w ogóle by się nie pojawiła, bo nie byłoby żadnego przeliczenia, do którego odnoszą się klauzule indeksacyjne. Waluty tej jednak banki nie mogły udostępnić, gdyż w większości przypadków jej nie posiadały.
Po czwarte, istnieją poważne argumenty za tym, aby klauzulę indeksacyjną uznać za nieważną, a to mogłoby nawet prowadzić do nieważności całej umowy, skutkującej z prawnego punktu widzenia koniecznością rozliczenia się z bankiem. Dla niektórych kredytobiorców rozwiązanie to może być bardzo lukratywne. Przykładowo, jeśli bank udostępnił kwotę 300 tys. zł, klient spłacił 140 tys., to winien oddać bankowi 160 tys., ale jednocześnie cała kwota 140 tys. zostanie zaliczona na udostępniony kapitał. Oznaczałoby to, że klient przez lata korzystał za darmo z udostępnionego kapitału. Choć może to być mentalnie trudne do zaakceptowania, prawnie jest jak najbardziej realne.
Po piąte, Trybunał Sprawiedliwości UE wkrótce odpowie na pytanie prejudycjalne postawione przez sąd węgierski, czy wbudowana w umowę kredytu klauzula indeksacyjna jest instrumentem finansowym pod dyrektywą MIFID. Jeśli Trybunał wypowie się pozytywnie, a są ku temu racjonalne podstawy, oznaczać to będzie, że oferując kredyt z taką klauzulą banki miały obowiązek szerokiego informowania o ryzyku walutowym oraz sprawdzenia m.in. czy klient zarabia w walucie szwajcarskiej.
I w końcu, akceptacja pomysłu szefa KNF dla banków niweczy jedno ryzyko, jakie jest związane z obecnie wytoczonymi pozwami zbiorowymi: banki nie będą musiały wypłacać klientom kwot z tytułu nadpłat za spłacone raty, które frankowicze wyliczają w oparciu o saldo kredytu w PLN (bez indeksacji do CHF) przy zachowaniu oprocentowania według stawki jak dla franka (LIBOR plus marża). Te nadpłaty mogłyby bowiem zaliczyć na dopłaty przez frankowiczów zasugerowane przez Przewodniczącego KNF. Propozycja KNF, choć określana jako radykalna, paradoksalnie może sprawić, że sprawa kredytów frankowych zostanie ostatecznie rozwiązana w sposób mniej drastyczny dla banków niż mogłoby to mieć miejsce w toku procesów sądowych.

Autorka komentarza: Barbara Garlacz – radca Prawny w kancelarii Harvest Legal House, specjalizującej się w prawie rynków kapitałowych i finansowych

ID produktu: 40117746 Rok wydania: 2014
Tytuł: Prawo bankowe i inne akty prawne. Przepisy>>>

02.02.15
Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

  • franek kimono IP: 185.78.* 05-02-2015
    Szanowny panie Ministrze. Nie chcemy żadnej pomocy od rządu PO PSL, który wmanewrował Polaków w spekulacyjny mechanizm kredytowy. Uważam, że jeśli obecny rząd, który jest współwinny z bankami zaistniałej sytuacji przez osiem lat nie uczynił niczego aby zapobiec sytuacji jaka powstała, tym bardziej nie jest w stanie niczego zrobić dla polaków oprócz zamieszania medialnego, szczucia społeczeństwa i różnego rodzaju tricków ekonomicznych, które co najwyżej mogą kredytobiorców pogrążyć jeszcze bardziej. W imieniu swoim i jak myślę milionów polaków objętych sytuacją kredytową (spekulacyjną) mogę tylko zapewnić, że uczynimy wszelkie starania, których celem jest zmiana rządu na przyjazny polakom. Nie jest żadną tajemnicą, że zachodni właściciele banków przez wiele lat zbierają żniwo oszustwa polaków i nieopodatkowanych zysków banków za co bezpośrednio odpowiada rząd PO PSL. Tajemnica poliszynela jest fakt zapisów jednoznacznie niekorzystnych w umowach na rzecz kredytobiorców, bezprawnego przeliczania lichwiarskiego kursu w dniu realizacji umowy (proszę przeliczyć np. 100 tyś franków z zyskiem 20% na kursie), podnoszenia kursu franka przed terminami spłaty rat, nie wywiązywania się z obowiązujących stóp procentowych, braku możliwości przez wiele lat spłaty walutą zakupioną na wolnym rynku i ostatecznie mechanizmem indeksowania kredytu frankowego a nie de facto kredytu w walucie. Rozumiem, że jako bankowiec nie jest pan w stanie zrozumieć oczywistych faktów. Nie jest pan w stanie zrozumieć roli uczestnika nieprofesjonalnego w tym zdarzeniu jakim jest klient, nie rozumie pan roli państwa i jego instytucji w obronie klienta. Sprawa umów kredytowych powinna zostać rozpatrzona przez sąd w trybie administracyjnym, tego też pan nie rozumie. Zostało kredytobiorcom dochodzić swoich praw w sądach i mam taką nadzieję, że zapadnie rozstrzygnięcie dla kredytobiorców korzystne a decyzję ostateczną podejmie już rząd wolny od powiązań kolesiowskich jak ewidentnie wynika z afery taśmowej, gdzie jednoznacznie Marek Belka podczas knajpianego spotkania – przypomnę – omawiano scenariusz wykupywania obligacji skarbowych przez NBP. Nie po to, by pomóc finansom publicznym, ale po to, by pomóc Platformie Obywatelskiej utrzymać się przy władzy. Mam nadzieję, że kredytobiorcy i ich rodziny tak szybko nie zapomną lekceważenia, ignorancji i obłudy z jakimi się spotkaliśmy i wspólnie z polakami wybierzemy rząd przyjazny polakom a nie obcej lichwie, rząd bez kolesi, rząd dbający o polaków i państwo prawa.

    Zamieść odpowiedź Zamieść odpowiedź
Zapisz się na newsletter
Polecamy w oficjalnej księgarni
Wolters Kluwer Profinfo.pl

zaastepstwo.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE