Patrycja Rojek-Socha: Panie Ministrze, na jakim etapie są prace nad reformą procedury cywilnej?
 

Łukasz Piebiak: Kończymy już proces uzgodnień po uwagach. Zakładam, jeszcze ponowne krótkie konsultacje bo trochę uwag uwzględniliśmy, wprowadziliśmy też autopoprawki. Mamy nadzieję, że projekt trafi do parlamentu jeszcze przed przerwą wakacyjną. To ambitny plan jak na tak duży projekt.
 
Zmiany wprowadzone podczas prac nad projektem są duże?
 
Nie odstępujemy właściwie od żadnej z tych propozycji, które zaplanowaliśmy. W konsultacjach były różne uwagi, niektóre przeciwne do naszych pomysłów, ale nie były na tyle przekonujące żebyśmy odstąpili od tych założeń. Choć oczywiście w szczegółach rozwiązania będą się nieco różnić od pierwotnej wersji.
 
Cel pozostaje bez zmian, przyspieszenie toku postępowań cywilnych, a środki, które mają do tego służyć to m.in. zwalczanie pieniactwa procesowego i likwidacja wszelkiego rodzaju przeszkód, które  powodują przedłużanie się postępowań sądowych. Tutaj z niczego się nie wycofujemy.
 
Tak jak na przykład ponawiane zażalenia?
 
Tego typu praktyki mają na celu jedynie spowolnienie lub wręcz zablokowanie postępowania sądowego. Ponawiane zażalenia będą więc pozostawały w aktach bez wydawania przez sąd ponownych decyzji otwierających możliwość do wnoszenia kolejnych zażaleń. Sądy będą miały też możliwość uproszczonego rozstrzygania w przypadku bezsensownych, absurdalnych pozwów. Takie sprawy będą rozstrzygane na posiedzeniach niejawnych, bez dostarczania drugiej stronie odpisu pozwu. Oczywiście będzie przysługiwać apelacja. Ale chodzi o to, by nie obciążać sądów zbędnymi czynnościami, a Skarbu Państwa zbędnymi koszty.
 
Podobnie będzie z powtarzającymi się wnioskami o wyłączenie sędziego?
 
W tym zakresie również modyfikujemy zasady. Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że niekiedy te wnioski są uzasadnione, ale zależy nam na tym, by unikać sytuacji w których te wnioski należałoby rozstrzygać w normalnym, często bardzo powolnym trybie. Jeśli więc sprawa będzie dotyczyć sędziego albo osoby mu bliskiej nie trzeba będzie przechodzić przez całą normalną w takim wypadku procedurę - wniosek o wyłączenie, stanowisko sędziego wobec podstaw tego wniosku, rozstrzygnięcie sądowe, środek zaskarżenia. Takie sprawy trafiać będą do innego sądu wskazanego przez Sąd Najwyższy - to zdecydowanie przyspieszy postępowanie.
 
Sprawy dotyczące tzw. elit też mają być przenoszone?
 
Takie samo rozwiązanie przewidujemy w przypadku spraw, które dotyczą elit - też stawiamy na szybkość i przenoszenie spraw do sądów w innych miejscowościach. Muszę powiedzieć, że w tym zakresie w konsultacjach społecznych poważniejszych uwag nie było. Myślę, że zostało to dobrze przyjęte wewnątrz środowiska sędziowskiego i przez inne podmioty.
 
Duża część propozycji dotyczy samego postępowania, ma być szybciej i sprawniej...
 
Wprowadziliśmy w tym zakresie pewne modyfikacje, wynikające z konsultacji, mające charakter techniczny. Dotyczą tego jak będzie wyglądać posiedzenie wstępne, przygotowawcze. To co się nie zmienia to, że proces co do zasady powinien być planowany i ten plan będzie wiązał i strony i sąd. Oczywiście będą wyjątki tzn. sprawy, w których planu nie będzie ale z reguły dotyczyć to powinno takich spraw, które ze względu na swój charakter będzie można zakończyć na pierwszej rozprawie.
 
Przypomnijmy sędzia podczas posiedzenia przygotowawczego, ma - jak Państwo proponują - występować w roli rozjemcy dążącego do zawarcia przez strony ugody lub przystąpienia do mediacji...
 
A jeżeli to się nie uda zostanie przygotowany plan rozprawy, wyznaczone zostaną terminy, określone dowody jakie powinny być przeprowadzone, można będzie planować choćby wstępnie, datę wydania wyroku. To duża, także od strony mentalnej poważna zmiana dla sądu i pełnomocników. Sąd przestanie być swoistym sfinksem, który wypowiada się dopiero gdy ogłasza wyrok i wygłasza uzasadnienie. Teraz będzie możliwość, by sędzia ze stronami omówił jak mniej więcej, w jego ocenie będzie wyglądać postępowanie, co która ze stron ewentualnie powinna zrobić żeby swoje racje udowodnić. Obecnie jest to zupełnie nie do pomyślenie by sędzia ujawniał swój pogląd na sprawę w jakimkolwiek aspekcie, ale w krajach zachodnich takie rozwiązania funkcjonują i przynoszą efekty -  przyspieszenie postępowania i zapobieganie zaskakującym rozstrzygnięciom.
 
W praktyce jak to będzie wyglądać?
 
Chodzi o dialog. To zresztą zbiega się z koncepcją planowania procesu, tworzenia planu rozpraw, bo to jest ten moment kiedy strony się spotykają z sędzią, żeby wszystko co możliwe, zaplanować. Na tym pierwszym posiedzeniu sędzia np. rozstrzyga o niektórych wnioskach dowodowych i planuje prowadzenie konkretnych dowodów na konkretnych posiedzeniach. Może wyrazić pogląd co do prawa i faktów przy wyjaśnianiu stronom czynności sądu lub nakłanianiu ich do ugody. Mamy nadzieję, że to rozwiązanie się sprawdzi, ponieważ w konsultacjach dostaliśmy całkiem dobre recenzje od tych najbardziej zainteresowanych - czyli radców prawnych i adwokatów. Oczywiście z reguły takie czynności nie będą dotyczyć spraw prostych, a tych wielowątkowych, skomplikowanych. To w nich właśnie możliwość rozmowy z sędzią i wyjaśnienia pewnych kwestii jest nieoceniona.
 
Pozwany będzie musiał odnieść się na piśmie do zarzutów z pozwu?  
 
Takie rozwiązanie jest konieczne. Jesteśmy na takim etapie cywilizacyjnym, że XIX-wieczny model, w którym dostarcza się pozew i wyznacza termin posiedzenia, a dopiero jak przyjdzie pozwany to przedstawia swoje stanowisko, powinien zostać zmieniony. Ludzie są piśmienni, dostęp do obsługi radcowskiej, adwokackiej jest powszechny, ceny usług spadły. Zresztą nie trzeba mieć adwokata lub radcy prawnego żeby przeczytać tekst i jakoś się do niego odnieść na piśmie. Dzięki temu sądy zupełnie inaczej  będą procedować możliwe będzie zaplanowanie procesu. Co do terminu na wniesienie takiej odpowiedzi to jest on elastyczny i będzie dostosowywany do realiów konkretnej sprawy.
 
Planowane są też zmiany w zakresie apelacji...
 
Szereg zmian. Przede wszystkim chcemy, by apelacja pod względem formalny nie była dwa razy rozpatrywana. Teraz wygląda to w następujący sposób: najpierw sąd pierwszej instancji ma obowiązek sprawdzić czy dana apelacja jest prawidłowo opłacona, wniesiona w terminie, czy nie ma jakichś braków formalnych. Jeśli uzna, że wszystko jest w porządku przekazuje ją do drugiej instancji i ta druga instancja po raz drugi musi dokonać takiej samej kontroli. Dopiero gdy wszystko jest w porządku sąd II instancji może przystąpić do merytorycznego rozstrzygnięcia. To jest bezsensowne powtarzanie czynności kontrolnych o charakterze formalnym i uważamy, że skoro i tak ostateczna decyzja należy do sądu drugiej instancji - bo od tego on jest - to on wyłącznie powinien apelację oceniać - także pod względem formalnym. To też kwestia oszczędności czasu, co najmniej kilku tygodni.
 
A zażalenia?
 
Proponujemy, by wiele z nich rozpatrywały inne składy w tym samym sądzie. Tu chodzi często o sprawy porządkowe - skazanie świadka na grzywnę, wynagrodzenie biegłego. Rozpatrywanie takich zażaleń przez sądy wyższej instancji wiąże się m.in. z przekazywaniem im akt sprawy co nie pozwala dalej jej procedować. Jeśli kwestie te będą rozstrzygane przez inne składy w tych samych sądach, akta zostaną na miejscu, będzie można wyznaczać kolejne posiedzenia i zmierzać ku zakończeniu postępowania.  To kolejna duża oszczędność czasu.  
 
Istotne mają być też zmiany dla drobnych przedsiębiorców...
 

Przywracamy odrębność postępowania gospodarczego, ale w wersji dużo bardziej elastycznej i nowoczesnej niż to było zanim je zlikwidowano w 2012 r. Drobni przedsiębiorcy będą mogli dokonać wyboru, czy chcą by ich sprawa była prowadzona z zastosowaniem reguł postępowania gospodarczego, czy też w oparciu o cywilne reguły ogólne. W przypadku dużych firm takiej możliwości nie będzie, bo je stać na obsługę prawną.
 
Ważne będzie też to, że osoby składające pozwy przeciwko firmom, które mają siedziby z dala od ich miejsca zamieszkania, nie będą zmuszone jeździć do sądów tam, gdzie zarejestrowane są firmy. Będą mogły wybrać, czy ich pozew rozpatrzy sąd mieszczący się w ich miejscowości albo w pobliżu, czy też tam, gdzie firma ma siedzibę. Z kolei jeśli firma złoży pozew przeciwko swemu klientowi sprawa będzie rozpatrywana przez sąd właściwy dla miejsca zamieszkania tego klienta. 

To istotne dla konsumentów?
 
Jest rzeczą oczywistą, że konsument to z reguły słabsza strona procesu sądowego, a równości szans nie ma w sytuacji gdy już samo miejsce sporu jest oddalone od jego miejsca zamieszkania często o kilkaset kilometrów. To trzeba zmienić i nie ma w tym nic dziwnego bowiem przedsiębiorca decydując się na sprzedawanie towaru czy świadczenie usług na terenie całego kraju musi liczyć się z koniecznością prowadzenia postępowań sądowych w sądach zlokalizowanych w pobliżu miejsc zamieszkania jego klientów. Warto podkreślić, że nie dotyka ta propozycja drobnych przedsiębiorców działających na niewielką skalę na rynku lokalnym bowiem w takim wypadku sąd właściwy dla konsumentów jest również sądem właściwym dla nich.
 
Część ekspertów krytykuje też propozycję dotyczącą zabezpieczeń. Strona żądająca go będzie musiała uprawdopodobnić roszczenie oraz interes prawny w udzieleniu zabezpieczenia, a jeżeli żądanie zabezpieczenia zgłoszono przed wszczęciem postępowania – także istnienie przeszkody do wniesienia pisma wszczynającego postępowanie w sprawie. To nie jest zbyt restrykcyjne?
 
To efekt tego, że te postępowania zabezpieczające trzeba trochę uszczelnić i wyeliminować nadużycia, które były w praktyce sądowej widoczne. Nie wydaje mi się, żeby ktoś kto rzeczywiście ma potrzebę uzyskania zabezpieczenia sądowego, odbierał to jako realną dolegliwość. Trzeba pamiętać, że to wyjątek od zasady, że wykonuje się orzeczenie prawomocne a nie takie, które zapada po wysłuchaniu przez sąd tylko jednej strony. Dlatego podnosimy poprzeczkę, bo przepisy były zbyt liberalne. Warto pamiętać, że zabezpieczenia mogą być bardzo dolegliwe np. przedsiębiorca wprowadza jakiś towar na rynek, jego konkurent uważa, że np. narusza on jego uprawnienia np. związane z prawem do znaku znaki towarowego i wnosi o udzielenie zabezpieczenia w postaci zakazu obrotu danym towarem. Takie zabezpieczenie może doprowadzić do zniszczenia biznesu i wyeliminowania konkurenta z rynku.

Zmienią się też opłaty za taki wniosek?
 
Przy pozwie trzeba się  napracować i uiścić opłatę sądową, a wniosek o udzielenie zabezpieczenia dzisiaj kosztuje 100 zł. Chcemy więc, by w razie wnioskowania o udzielenie zabezpieczenia przed wytoczeniem powództwa opłata wzrosła z tych 100 zł do 1/4 opłaty od pozwu. W dużych sprawach dość często stosowana jest aktualnie maksymalna stawka opłaty od pozwu tj. 100 tys. zł.
 
Dużo emocji budziły też propozycje wzrostu opłat m.in. za rozwód - z 600 na 2 tys. zł, czy te propozycje utrzymały się?
 

Zasadniczo zaproponowane zmiany dotyczące opłat nie budziły w czasie konsultacji aż takich dużych emocji jak się niektórzy spodziewali. Poza niektórymi kwestiami. Do nich rzeczywiście należy opłata za pozew rozwodowy i minimalna opłatę w sprawach z zakresu prawa pracy. Jest oczekiwanie, by te ostatnie sprawy były - ze względu na pracowników ubiegających się o swoje prawa, darmowe lub niemal darmowe. W tej chwili trwają jeszcze analizy, jesteśmy przed ostateczną decyzją. Jest możliwe, że w tych sprawach ze względów społecznych zmiany nastąpią - tu jesteśmy w stanie, przynajmniej w pewnym zakresie, przychylić się do uwag.