Strona główna » Wiadomości » Analizy i komentarze » Prawa człowieka nie zawsze dla najuboższych

Prawa człowieka nie zawsze dla najuboższych

25.06.18

Ubóstwo, a szczególnie skrajne, uniemożliwia często korzystanie z różnych usług społecznych, a nawet praw obywatelskich. Może to naruszać prawa człowieka, a więc prowadzić do odpowiedzialności władzy publicznej - twierdzi dr Adam Ploszka.

articleImage: Prawa człowieka nie zawsze dla najuboższych Własne

Rozmowa z dr. Adamem Ploszką z Uniwersytetu Warszawskiego

Krzysztof Sobczak: Otrzymał pan pierwszą nagrodę w konkursie Państwa i Prawa na najlepsze prace doktorskie za pracę „Publicznoprawny status jednostki skrajnie ubogiej”. Jest coś nie tak z tym statusem?
Adam Ploszka:
Punktem wyjścia moich analiz było stwierdzenie, że ubóstwo stanowi  problemem praw człowieka. Jeśli ktoś jest biedny to jego problemy sprowadzają się nie tylko do tego, że nie ma co jeść i gdzie mieszkać, ale także spotyka się on z brutalnością policji, straży miejskiej, jego prawo do prywatności polega licznym ograniczeniom, miewa problemy z uczestnictwem w wyborach, dostępem do sądu, z korzystaniem z wolności słowa, zgromadzeń i dochodzi do szeregu jeszcze innych naruszeń. Potwierdzają to solidne badania terenowe socjologów oraz badaczy polityki społecznej, z których wychodził właśnie taki obraz, że jak żyje się w ubóstwie, a szczególnie w skrajnym ubóstwie, to dochodzi nie tylko do degradacji warunków życiowych, ale naruszane są właściwie wszystkie prawa człowieka. To wynika z wielu badań przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych, na które ja spojrzałem z punktu widzenia praw człowieka. I dostrzegłem, że są tu liczne naruszenia tych praw.

Czytaj: Państwo i Prawo nagradza prace habilitacyjne i doktorskie>>

A gdy już pan to stwierdził, że są, to co dalej?
Następnym krokiem było stwierdzenie, że jeżeli naruszane są prawa człowieka, to w grę wchodzi odpowiedzialność władzy publicznej za to. W ten sposób odchodzimy od traktowania problemów społecznych takich jak ubóstwo czy wykluczenie społeczne wyłącznie jako problemów polityki społecznej pozostawionych dość swobodnej regulacji ich przez państwo i uznajemy, że to także problemy prawne. Z tym z kolei wiąże się możliwość zidentyfikowania prawnego obowiązku przeciwdziałania ubóstwu, ponieważ są naruszone prawa człowieka, a państwo ma za zadanie przeciwdziałać temu i reagować na naruszenia. Z kolei z tym obowiązkiem związane są mechanizmy jego egzekwowania m.in. możliwość postawienia zarzutu władzy publicznej, że zaniechując działań w obszarze przeciwdziałania ubóstwu lub podejmując je na niewystarczająca skalę narusza prawa człowieka.
Wśród norm prawnych z których wynika obowiązek przeciwdziałania ubóstwu istotne znaczenie miały dla mnie Wytyczne w Sprawie Skrajnego Ubóstwa i Praw Człowieka, które choć są dokumentem o charakterze soft law, to stanowią swego rodzaju przewodnik po prawach człowieka przez pryzmat sytuacji osób, które są dotknięte skrajnym ubóstwem. Gdy ostatecznie udało mi się ustalić standard ochrony praw człowieka skrajnie ubogiego to przyłożyłem to do polskiego prawodawstwa i identyfikowałem poszczególne naruszenia.

  Prawa człowieka. Zarys wykładu >>

Dużo ich mamy w Polsce?

Owszem, dużo. Poczynając od takich najprostszych rzeczy jak to, że mamy problem z dostępnością do szaletów czy łaźni. W Warszawie mamy tylko dwie łaźnie publiczne, co generuje cały łańcuch problemów. Bo jeżeli osoba żyjąca w skrajnej biedzie nie jest w stanie się umyć, to potem taki brudny człowiek wsiada do autobusu, czy pociągu gdzie obowiązują regulaminy zgodnie z którymi brudnych i śmierdzących można wyrzucać z pojazdu. Ale jeśli nie mogę w efekcie dojechać do łaźni czy do miejsca, w którym mogę dostać posiłek, to koło się zamyka.
A do tego często łaźnia czynna jest akurat w czasie wydawania posiłków, więc takie osoby często stają przed dylematem, czy być czystym czy głodnym. Chyba nikt z nas nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji.
W każdym razie jest to cały konglomerat problemów, począwszy od takich podstawowych poprzez różne ograniczenia prawne, związane z możliwością dochodzenia swoich praw w sądzie w sytuacji gdy nie dysponuje się adresem korespondencyjnym, aż po takie, że osoby bezdomne i skrajnie ubogie nie są uwzględniane w procesach decyzyjnych ich dotyczących. Na przykład rząd opracował swego czasu Krajowy Program Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu 2020 i w pracach nad tą rządową strategią nie brała udziału żadna osoba, której ta strategia dotyczy. Chociaż to może bez znaczenia, bo rząd tej strategii i tak nie realizuje.

To po co ona powstała?
Bo rząd musiał ją opracować, Unia Europejska tego wymagała, ale teraz ten dokument gdzieś sobie leży. Oczywiście, w tym dokumencie jest napisane, że co jakiś czas on będzie weryfikowany, powołany zostanie zespół ekspertów, są jakieś wskaźniki do osiągnięcia, ale i tak nic z nim się nie dzieje. Celem mojej pracy było przyjrzenie się temu skrajnemu ubóstwu z perspektywy praw człowieka i pokazanie, że prawa człowieka mogą być środkiem do walki z tym zjawiskiem. Żeby nie dochodziło do naruszania godności człowieka, bo to jest punktem wyjścia dla całego systemu ochrony praw człowieka. A mam sile przekonanie, że często ta godność jest naruszana.

Czy jakieś postulaty wynikają z tych pana analiz?

Owszem, sformułowałem szereg postulatów. Jeden z rozdziałów mojej pracy poświęcony jest deficytom ochrony praw człowieka skrajnie ubogiego w Polsce. Wskazuję te deficyty oraz co można zrobić, jak rozwiązywać te problemy. Ciekawym postulatem, który wraca co jakiś czas, jest kryterium dochodowe przy przyznawaniu różnych form pomocy. We wszystkich przepisach o pomocy społecznej są takie progi, poniżej których świadczenia przysługują, a powyżej nie.

Od lat o tym się mówi, że to takie rozwiązanie zero-jedynkowe, nie pozwalające na żadną elastyczność.
To jest zawsze sztywne kryterium i wystarczy, że ktoś przekroczy o złotówkę ten próg to od razu traci prawo do wsparcia. Traci całkowicie, a od dawna mówi się o potrzebie wprowadzenia w tej dziedzinie pewnej elastyczności, by lekkie przekroczenie progu odbierało tylko część uprawnienia, a nie całość. Dlatego stawiam postulat, który też pojawia się w debacie publicznej, wprowadzenia mechanizmu "złotówka za złotówkę". Ale też wskazuję, że to nigdy nie powinno mieć automatycznego charakteru. Bo wyobraźmy sobie, że mamy dwie osoby, które są w podobnej sytuacji dochodowej, ale jedna z nich jest niepełnosprawna i znaczną część posiadanych funduszy musi przeznaczać na leki lub rehabilitację. To powoduje, że mając takie same dochody jest ona w gorszej sytuacji. Dlatego sugeruję, że te progi dochodowe powinny być traktowane jako punkt wyjścia, a później powinno być pole do decyzji odpowiednich organów, zależnie od konkretnej sytuacji.

WKP Galeria Zdjęć

Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

Zapisz się na newsletter
Polecamy w oficjalnej księgarni
Wolters Kluwer Profinfo.pl

zaastepstwo.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE