Strona główna » Wiadomości » Analizy i komentarze » Prof. Garlicki: to raczej nie jest moment konstytucyjny

Prof. Garlicki: to raczej nie jest moment konstytucyjny

06.10.17

W teorii konstytucjonalizmu jest pojęcie momentu konstytucyjnego. Obecny czas raczej nie ma takiego wymiaru, ponieważ za wiele jest pokus i zagrożeń, które mogą deformująco wpłynąć na treść nowej konstytucji, jej naturę prawną oraz na zakres jej społecznej legitymizacji – pisze prof. Leszek Garlicki.  

articleImage: Prof. Garlicki: to raczej nie jest moment konstytucyjny Własne

LESZEK GARLICKI
O powołaniu naszych czasów do uchwalania konstytucji*

Artykuł pochodzi z miesięcznika Państwo i Prawo 9/2017>>


1. Tytułowe zdanie nie jest, jak wiadomo, obce tradycji prac konstytucyjnych i – także w Polsce – przewijało się w kolejnych epokach historycznych, przypominane przez przedstawicieli różnych orientacji ideologicznych i obozów politycznych. Jego generalne przesłanie może mieć zarówno pozytywny, jak i nega-tywny charakter, bo w życiu państw i narodów zda-rzają się zarówno czasy, gdy uchwalenie nowej dobrej konstytucji jest możliwe i potrzebne, jak i czasy, które mogą przynieść tylko potworka prawnego pozbawionego wszelkiej legitymizacji. W teorii konstytucjonalizmu mówi się o tzw. momencie konstytucyjnym, który pojawia się, gdy dokonują się przeobrażenia systemowe, a jednocześnie zarysowuje się szeroki społeczny konsensus wokół ich kierunku i prawnego zakotwiczenia. Moment taki czasem pozwala nie tylko na stworzenie konstytucji zdolnej do przetrwania, ale też na pojawienie się dokumentu o historycznym znaczeniu, by wspomnieć tylko amerykańskie i francuskie dokumenty konstytucyjne z końca XVIII w., a – w pewnym stopniu – także naszą Konstytucję z 3.05.1791 r.

W czasach współczesnych moment taki otworzył się w Europie Zachodniej po II wojnie światowej, a w naszym regionie geograficznym – po upadku bloku sowieckiego. Jak pamiętamy, Polska nie skorzystała z niego punktualnie, bo nowej Konstytucji nie udało się uchwalić w maju 1991 r. (w dwóchsetną rocznicę uchwalenia Konstytucji z 3.05.1791 r.), a uczyniono to dopiero w 1997 r. Choć nadal trwał wówczas stan przekształceń systemowych, to osłabieniu uległa już spójność społecznego konsensusu, charakterystycznego dla lat 1989–1991.
Nie wydaje się jednak, by w kontekście polskiej sytuacji opóźnienie w uchwaleniu konstytucji należało poddawać ocenom o jednoznacznie negatywnym cha-rakterze. W aspekcie prawno-technicznym przydatne okazały się doświadczenia pierwszych lat transformacji. Akt z 1997 r. miał zatem bardziej dojrzały charakter i był owocem nie tylko euforii z odzyskiwanej wolności, ale i świadomości różnego rodzaju zagrożeń oraz problemów. W aspekcie legitymizacyjnym akceptację Konstytucji osłabiała natomiast jej zdecydowana kontestacja przez opozycję pozaparlamentarną, ułatwiona przez polityczną jednostronność składu parlamentu II kadencji.

Nie można jednak nie zauważyć, że – z róż-nych względów, m.in. dla uniknięcia frontalnej konfrontacji z Kościołem – twórcy Konstytucji pomieścili w niej rozliczne formuły kompromisowe obliczone na jej wielokierunkowe otwarcie aksjologiczne. Choć wprowadzało to pewien eklektyzm w obrazie wartości i zasad wyrażonych w Konstytucji, to zarazem stwarzało szansę na jej ponadformacyjną akceptację, jako instrumentu rządzenia służącego Narodowi Polskiemu, więc – by posłużyć się słowami Preambuły – „wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej, zarówno wierzącym w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielającym tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”.

06.10.17
Zobacz wszystkie materiały pochodzące z: Państwo i Prawo
Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

Zapisz się na newsletter
zaastepstwo.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE