Strona główna » Wiadomości » Omówienia orzeczeń » SN: dom opieki nierzetelnie przedstawiony w TVN

SN: dom opieki nierzetelnie przedstawiony w TVN

10.02.18

Dziennikarz nie może ślepo wierzyć swemu informatorowi. Powinien szokujące dane sprawdzić u innych osób, inaczej naraża się na prowokację - taki jest sens wyroku Sądu Najwyższego, który orzekł, że reportaże TVN o domu pomocy były nierzetelne.

articleImage: SN: dom opieki nierzetelnie przedstawiony w TVN fot. Thinkstock

Właścicielka domu opieki w Warszawie Paulina G. wystąpiła do sądu o ochronę dóbr osobistych przeciwko TVN, który miał narazić na szwank jej dobre imię, cześć i wizerunek. Dlatego, że w dwóch programach "Uwaga", który został wyemitowany 25 marca i 18 kwietnia 2013 r. z tytułami "Przywiązani pensjonariusze do kaloryfera" i "Kontrole po reportażu" podano nieprawdziwe treści.
Powódka zażądała zadośćuczynienia 100 tys. zł oraz przeproszenia w formie oświadczenia.

Filmy i zdjęcia od personelu
Sprowadzały się one do twierdzenia, że starzy ludzie byli maltretowani przez personel, przywiązywani do łóżek i kaloryfera, podawano im jedzenie "jak dla świń", nie wzywano karetek pogotowia, aby sztucznie przedłużyć pobyt w ośrodku i zarobić więcej pieniędzy.
Dziennikarka Martyna A, posłużyła się nagraniami wykonanymi przez personel domu opieki, który pierwszy zgłosił nieprawidłowości. Państwo Agata i Sławomir J. byli pracownikami, którzy zatelefonowali do stacji telewizyjnej z informowali na początku tylko o tym ,że placówka nie ma pozwolenia na działalność oraz, że istnieją tam bariery architektoniczne utrudniające poruszanie się pensjonariuszy.
Dziennikarka poprosiła o komentarz właścicielkę Paulinę G.., która wyjaśniła zarzuty pracowników. Powiedziała, że nagrania to prowokacja. Wskazała na inne ustawienie mebli w pomieszczeniach. Martyna A. rozmawiała z pensjonariuszami, ale nikt z nich nie skarżył się na złe warunki w placówce. W reportażu nie podano nazwiska właścicielki, ani nazwy domu opieki, zaś twarz Pauliny G. zanonimizowano.

Czytaj też>> SN: to portal ma udowodnić, że nie wiedział o naruszeniu dóbr osobistych

Następnego dnia po reportażu Agata i Sławomir J., którzy dostarczyli filmy zrezygnowali z pracy. Dziennikarka miała świadomość, że miedzy Pauliną K., a jej personelem panuje konflikt. A także, iż pracownicy mają zamiar założyć własny dom pomocy.

Uznanie powództwa - TVN płaci 50 tys. zł
Sąd I instancji Sąd Okręgowy w Warszawie powództwo uwzględnił i zasądził na rzecz powódki Pauliny G. 50 tys. zł zadośćuczynienia. A także nakazał przeproszenie.
Sąd przyjął, że powódka wykazała, iż działanie TVN naruszało jej dobra osobiste, takie jak cześć i dobre imię. Sąd odwołał się do art. 6 i art. 12 ustawy Prawo prasowe, według których dziennikarz ma prawo zachować szczególną staranność przy zbieraniu materiałów prasowych. Tych standardów dziennikarka TVN nie dochowała  - dodał.
Sąd orzekł, że niektóre informacje były prawdziwe, takie jak nie zastosowanie się do zaleceń pokontrolnych, prowadzenie działalności przez powódkę bez zgody wojewody mazowieckiego, bariery architektoniczne.
Natomiast sposób traktowania pensjonariuszy, widoczny na nagraniach dziennikarka przyjęła bezkrytycznie. Nie uwzględniła faktu, że personel chciał założyć własny dom pomocy społecznej.
Nie zweryfikowano informacji o praktykach "sztucznego przedłużania pobytu" i nie wzywania karetek pogotowia.  Zdaniem sądu I instancji dziennikarce zabrakło obiektywizmu.

Apelacja zmienia treść oświadczenia
Sąd Apelacyjny w wyroku z 30 września 2016 r. częściowo zmienił wyrok sądu I instancji. Nakazał usunąć z oświadczenia zdanie, iż "piecza była sprawowana w sposób prawidłowy", gdyż pewne fakty okazały się prawdziwe.
Sąd potwierdził, że dziennikarka nie sprawdziła, czy rzeczywiście pacjenci byli narażeni na utratę życia  w związku ze złą opieką. W reportażach zabrakło krytycznego spojrzenia na informacje dostarczone przez państwa J.

Skarga kasacyjna TVN
Od tego wyroku stacja TVN złożyła skargę kasacyjną, ale tylko odnoście oświadczenia, twierdząc, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki. Nie doszło - zdaniem pełnomocnika stacji adwokat Klaudii Szabłowskiej do prowokacji ze strony pracowników i dziennikarka słusznie uznała materiały nagrane w domu opieki za wiarygodne.
Natomiast adwokat powódki Tomasz Tomaszczyk poinformował SN, że wobec Agaty i Sławomira J. zapadły skazujące wyroki karne za zniesławienie właścicielki domu opieki. Co więcej postępowanie wobec powódki zostało przez prokuraturę umorzone.

SN: brak staranności dziennikarskiej
Sąd Najwyższy w wyroku z 9 lutego br. zmienił treść orzeczenia Sądu Apelacyjnego w ten sposób, że usunął z oświadczenia, które musi złożyć TVN jeszcze jedno zdanie "pensjonariusze podczas pobytu w domu opieki nie doznali jakiegokolwiek uszczerbku".
Zebrany materiał nie wskazywał, czy pacjenci doznali krzywdy - stwierdził sędzia Dariusz Dończyk. - Doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki, a dziennikarz działał niestarannie.

Brak krytycyzmu
 W tej sprawie zasadniczym pytaniem było, czy dziennikarz dochował staranności". Zdaniem Sądu Najwyższego - nie. Sędzia sprawozdawca Dariusz Dończyk podkreślił, że pojawiła się olbrzymia dysproporcja miedzy tym, o czym państwo J. mówili w pierwszym telefonie do TVN a tym, co następnie zostało wyemitowane i skomentowano, przedstawiając placówkę jako miejsce nieludzkiego traktowania osób starszych. Jeśli ktoś zgłasza się do dziennikarza, to najpierw przestawia szokujące fakty, a potem zajmuje się detalami. W tej sprawie było odwrotnie; w pierwszej informacji podano, że jest za mało łazienek, a pomieszczenia są za małe, o szokującym traktowaniu starszych ludzi nie było mowy. A przecież wyglądało to na zarzuty kryminalne - dodał SN.

PAKIET: Kodeks cywilny. Komentarz. Tom I, Adam Bieranowski

Kodeks cywilny

Dziennikarz powinien dążyć do weryfikacji zebranego materiału poprzez zwrócenie się do innych osób, np. rodzin, funkcjonariuszy itd.  SN uznał, że dziennikarka TVN wiedziała od początku o konflikcie między powódką a pracownikami. Sędzia Dończyk stawiał pytanie: dlaczego pracownicy filowali skandaliczne sytuacje zamiast udzielić pomocy? A zatem dziennikarz nie może ślepo ufać swemu źródłu.
Zadziwiające dla Sądu Najwyższego było też to, że pozwany nie kwestionował w kasacji zasądzenia zadośćuczynienia i w tym zakresie wyrok sądu II instancji był prawomocny. W skardze podnoszono tylko treść oświadczenia, co nie jest konsekwentne.


Sygnatura akt I CSK 325/17, wyrok z 9 lutego 2018 r.
 

WKP Galeria Zdjęć

Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

Zapisz się na newsletter
zaastepstwo.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE