W tak licznym gronie, na takim forum nie ma szans na merytoryczną, spokojną debatę. Zrobiła się z tego klasyczna agora, na którą przyszli obywatele z różnych środowisk, żeby wygłosić przemówienia, podzielić się swoimi obawami i poglądami.
To samo w sobie jest bardzo przyjemne, ale czy rzeczywiście jest to najlepiej spożytkowany czas pana premiera? Ma co do tego wątpliwości Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon, współorganizatora Kongresu Wolnego Internetu.
Fundacja Panoptykon ma dość wyrobione zdanie na temat ACTA, zajmuje się sprawą od ponad roku. Dziś, w jej opinii, nie było żadnego nowego argumentu, który mógłby ten pogląd zmienić. Pytanie, czy premier usłyszał cokolwiek, czego by już nie wiedział z mediów lub internetu. Debata wokół tematu ACTA na różnych publicznych forach toczy się przecież od dwóch tygodni. Pod względem merytorycznym nie posunęliśmy się ani o krok do przodu.
Z tego, co mówił premier Fundacja Panoptykon wnioskuje, że również rząd pozostał na stanowisku wyrażonym wcześniej. Z jednej strony nie ma mowy o wycofywaniu się z podpisu pod ACTA. Z drugiej premier zapowiada, że nie uczyni kolejnego kroku, czyli nie złoży wniosku o ratyfikację przynajmniej przez rok, ponieważ potrzebujemy czasu na rzetelne konsultacje.
Premier zdziwił się, że eksplozja nastąpiła w wyniku podpisania ACTA, natomiast nie nastąpiła wcześniej, kiedy w 2007 r. było zmieniane prawo autorskie, które w dużej mierze jest źródłem problemu. Tu się nawet zgadzamy: prawdopodobnie nie byłoby eksplozji wokół ACTA, gdyby nie to, jak przestarzałe, niejednoznaczne i problematyczne jest aktualnie obowiązujące prawo własności intelektualnej. Podstawowym celem ACTA jest szybsza i skuteczniejsza egzekucja tego niedoskonałego prawa.
Niepokój użytkowników internetu bierze się właśnie z tej niepewności co do prawa i praktycznych konsekwencji przyjęcia ACTA. Skoro mamy mieć lepsze narzędzia egzekwowania prawa, kluczowe staje się to, co w owym prawie jest przewidziane. Premier ma więc rację, że trzeba przede wszystkim zmienić polskie przepisy w zakresie prawa autorskiego. Jednak to nie jest argument na korzyść ACTA. ACTA jest instrumentem, który ten porządek prawny niebezpiecznie betonuje.
Cieszę się – mówiła Szymielewicz - że rząd, premier, minister Michał Boni mówią tak otwarcie o konieczności zreformowania prawa autorskiego. Jednocześnie nie rozumiem, dlaczego podpisują dokument, którego istotą jest twarde egzekwowanie właśnie tego prawa, które mamy zmieniać. Jest to trochę postawienie rzeczy na głowie: najpierw należałoby dokonać niezbędnych zmian w systemie prawnym, a potem dopiero rozważać, czy rzeczywiście potrzebne są dodatkowe umowy na temat jego egzekwowania.
Wedle tej wiedzy rząd polski może ujawnić dokumenty negocjacyjne, których sam jest autorem. O nadaniu klauzuli tajności lub poufności w tym przypadku zdecydowały polskie władze i również one mogą ją uchylić. Ujawnienie stanowiska polskiego rządu w sprawie ACTA jest zatem możliwe z punktu widzenia prawnego. Co więcej, minister Michał Boni obiecał to organizacjom pozarządowym w sobotę na publicznym spotkaniu. Po dzisiejszej debacie należy uznać, że brakuje woli politycznej, aby taki krok zrobić – podsumowuje działaczka Panoptykonu. Najwyraźniej w tym stanowisku znajdują się informacje, które polski rząd wciąż uznaje za zbyt wrażliwe, aby je społeczeństwu ujawnić. Czym innym są stanowiska innych państw, nie o tym jednak na razie rozmawiamy.
Jest jeszcze jeden problem - premier mówił o instrukcjach, my mówimy o stanowisku negocjacyjnym. Nie wiem, mowa o tym samym. Dla nas kluczowe jest poznanie tego drugiego – podkreśliła K. Szymielewicz. Chcemy po prostu wiedzieć, jak polski rząd rozumiał cele ACTA na etapie negocjacji, z jakich powodów tak naprawdę przystąpiliśmy do tego porozumienia - czy jego założeniem była bezwzględna walka z piractwem w sieci, czy jakieś inne cele, np. handlowe. Uważam, że to ważny punkt wyjścia do dalszej dyskusji, jeśli ta rozmowa ze społeczeństwem ma być oparta na zasadach partnerskiego dialogu, pełnej jawności i otwartości – podsumowuje. Uczestników tej debaty można podzielić na trzy grupy: zwolenników ACTA, którzy twierdzą, że nie ma tu alternatywy - internauci, którzy nie przyjmują argumentów za wprowadzeniem tych regulacji oraz tych, którzy widzą wady i zalety, zgadzając się co do tego, że nie ma powinno być piractwa w sieci – uważa socjolog komunikacji i kultury prof. Kazimierz Krzysztofek ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej o poniedziałkowej debacie na temat ACTA z udziałem premiera Donalda Tuska.
Nie da się precyzyjnie przewidzieć skutków debaty. Należałoby prześledzić na przykład fora internetowe i zbadać jak rozkładają się akcenty. Z pewnością tych, którzy nie przyjmują argumentów za wprowadzeniem ACTA debata nie przekonała, a ich protest zniknie w momencie definitywnego wycofania się rządu z tych regulacji. Pamiętajmy, że w tej kwestii sytuacja może rozwijać się dynamicznie. Mogą wycofać się inne kraje Unii Europejskiej, a kluczowe będzie stanowisko Parlamentu Europejskiego.
ACTA to spór o wartości: co ma być ważniejsze - wolność czy własność? W swych początkach internet był sferą wolności, ale sytuacja się skomplikowała, kiedy w tym wolnym świecie pojawił się biznes. W przeciwieństwie do poprzedniego ładu, gdzie najpierw była własność, a potem wolność, tu mamy sytuację odwrotną - najpierw była wolność, a późnej pojawiła się własność - przede wszystkim intelektualna. Spór o ACTA wyraźnie pokazuje również przepaść pokoleniową.
Krzywdzące jest w tym sporze nazywanie przeciwników ACTA złodziejami. To nieprawda, że oni jedynie biorą, oni również dają. Dziś ponad 50 procent zasobów internetu nie jest wytwarzana przez działalność koncernów, tylko indywidualnych twórców. Umieszczają oni w internecie swoje wytwory, jednocześnie korzystając z jego zasobów.
Z kolei dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, socjolog prof. Henryk Domański o poniedziałkowej debacie uważa, że to nie są żadne konsultacje, tylko debata poniewczasie. Rząd próbuje załagodzić sytuację. Jest to takie bicie się w piersi i przyznawanie się do błędu - spotkajmy się teraz i rozejdźmy w spokoju po uzgodnieniu stanowisk.
W jego przekonaniu debata niczego nie zmieniła, jeśli chodzi o rozwiązanie sprawy ACTA, ponieważ druga strona, czyli uczestnicy tych protestów, ci, którzy przyszli na debatę, zdawali sobie mniej więcej sprawę, że rząd postępuje według pewnego schematu. Schematu, który wypróbowywał do tej pory, który próbował realizować w przypadku załagodzenia sprawy np. ustawy refundacyjnej i w poprzednich sporach, gdy podejmowano jakąś decyzję, bez konsultacji ze społeczeństwem.
W tej debacie i w tych protestach chodziło raczej o wymuszenie na rządzie bardziej długotrwałego dialogu, ustanowienie pewnej formuły instytucjonalnej, której do tej pory w polskiej demokracji w ogóle nie było.
Za przyjściem i uczestniczeniem w debacie nie stała nadzieja, że rzeczywiście ona coś zmieni i te demonstracje będą kontynuowane, ponieważ debata niczego nie załatwiła, nie rozstrzygnęła po myśli protestujących – uważa prof. Domański.